Nic tak nie wynagrodzi wczesnego, niedzielnego wstawiania jak złota polska jesień. Na początku było ciemno i chłodno, ale wraz z pierwszym promieniem słońca, który nas trafił, pełni pozytywnej energii, ruszyliśmy w mieniące się kolorami jesieni lasy Puszczy Noteckiej. Do Wronek jechaliśmy po asfalcie, potem przeprawa przez Wartę i przypadkowe spotkanie z Tomkiem, naszym kolegą ze stowarzyszenia, który cel miał nieco bardziej ambitny: ponad 200 km z metą w Białogardzie. Chapeau bas.

Nam wystarczył pączek nad Wartą w Sierakowie, bo moc jest potrzebna, by bez trudu pokonać wymagające wzniesienia pojezierza. Powrót, dla odmiany, pokonaliśmy w terenie, głównie lasem, żeby uciec od wiejącego w twarz wiatru. Pozdrawiając co chwilę często spotykanych grzybiarzy, w domu zameldowaliśmy się przed południem, w sam raz na rodzinną kawę.