Nie trzeba planować dalekich, egzotycznych podróży, aby przeżyć niesamowitą przygodę i zobaczyć miejsca zapierające dech w piersiach. Wystarczy odwiedzić, położoną nieco ponad 150 km na południe od Pniew, Dolinę Baryczy.

Położone na Dolnym Śląsku Stawy Milickie to niezwykła kraina. Ogromne bogactwo świata roślin i zwierząt powstało dzięki osiemsetletniej tradycji hodowli ryb w tym regionie. Blisko 300 zbiorników wodnych o łącznej powierzchni ponad 7 000 hektarów tworzy największy w Europie kompleks stawów rybnych. Niezwykłe bogactwo środowiska naturalnego spowodowało stworzenie tam wielu form ochrony przyrody. Należą do nich największy w Polsce rezerwat ornitologiczny, park krajobrazowy, czy obszar Natura 2000. Stawy Milickie jako jedyne miejsce w Polsce należą światowej sieci Living Lakes, czyli żyjące jeziora.

Naszą wyprawę rozpoczęliśmy w sobotę z Rudy Sułowskiej, gdzie nocowaliśmy. Ruda Sułowska to wieś, w której znajduje się Centrum Edukacyjno-Turystyczne, hotel i restauracja serwująca dania oparte na „skarbach” regionu. Jednym z nich jest karp milicki, osławiony na całą Europę.

 Pierwszego dnia założyliśmy pokonanie ponad 100 km zataczając pętlę w kierunku wschodnim. Chcąc obcować jak najbliżej natury, niejednokrotnie poruszaliśmy się przy samej linii brzegowej stawów, po groblach oddzielających jeden zbiornik od drugiego oraz po leśnych duktach, co czasami dawało się we znaki rowerzystom na trekkingowych rowerach. To co charakteryzuje dolinę Baryczy to istniejąca po dzień dzisiejszy, zachowana dla potrzeb turystki, kolej wąskotorowa. Lokalne władze doskonale wykorzystały nieczynne linie kolejowe, zamieniając je we wzorowo przygotowane ścieżki rowerowe, na których stare stacje stały się miejscem odpoczynku turystów, a liczne eksponaty i pozostałości starej infrastruktury kolejowej stworzyły wyjątkowy klimat regionu.

Krążąc wokół stawów, wśród lasów mieniących się kolorami jesieni, trafiliśmy do Zamku Myśliwskiego, zwanego „Hubertówką”. Kiedy okazało się, że zamek jest pensjonatem z restauracją, nasze burczące brzuszki nie pozwoliły nam odjechać, nie zaglądając do środka. To był strzał w dziesiątkę.  

Niedzielną trasę zaplanowaliśmy na 50 km, również kręcąc pętlę, jednak w przeciwnym kierunku. Początkowo trzymaliśmy się brzegu jednego z największych stawów nazwanego Dużą Mewą. Następnie czerwonym szlakiem rowerowym przez lasy dotarliśmy do Żmigródka, a dokładniej parku wokół ruin pałacu Hatzfeldów, skąd wychodzą główne szlaki turystyczne do Doliny Baryczy.

W drodze powrotnej niejednokrotnie zatrzymywaliśmy się przy punktach obserwacyjnych skąd można podziwiać dziesiątki gatunków ptaków. Stawy Milickie to raj dla ornitologów. Kilkukrotnie podczas naszej wyprawy przecinaliśmy Barycz, najbardziej leniwą rzekę w Polsce. To właśnie ta cecha Baryczy pozwoliła na budowę zbiorników wodnych w tym regionie. Dzięki liczny jazom, budowlom hydrotechnicznym służącym do utrzymywania stałego poziomu rzek, udawało nam się przedostać na drugi brzeg w miejscach, gdzie żaden samochód by tego nie dokonał.

Nasza dwudniowa rowerowa przygoda pozwoliła nam poznać fenomen stawów milickich i tajemniczej Doliny Baryczy, pełnej uroczych miejsc, czekających na swoich odkrywców.