Zgodnie z prawem ruchu drogowego zabronione jest poruszanie się rowerem po drogach ekspresowych i autostradach. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych dla „Odjechanych”. Znaleźli propozycję kolegów z Stowarzyszenia Cycling Klub „Merx” Leszno, która im to umożliwiała. Wyścig kolarski na jeszcze nie otwartym odcinku S5 z Leszna do Radomicka był okazją, aby sprawdzić jakość świeżo położonego asfaltu. Pojechaliśmy w piątkę bowiem najmłodszy z nas chwycił w ostatnich dniach przeziębienie i start w te zimne, chwilami deszczowe przedpołudnie, mógł zakończyć się jego dłuższą chorobą. Do pokonania było 37 km, które jak się okazało na trasie urosły do 40. Zbyt wielu startujących nie ma, jednak dla tych co zdecydowali się na start była to okazja do łamania rekordów prędkości. Niestety wiatr już na początku rozdawał karty i rozwiewał marzenia o rekordach. Kto się załapał do mocniejszej grupy ten na mecie mógł cieszyć się z dobrej pozycji i czasu. Na początku „ogień”, ile fabryka dała.

Od startu formują się grupki, pomiędzy którymi szybko robią się „dziury”, kto nie „pospawa” ten zostaje. Przemo, stara się trzymać koło pierwszym uciekinierom, prędkość chwilami ponad 50 km/h. Nie dał rady, to nie tempo dla niego. Płaci za to sporą cenę, bo energia stracona na początku nie pozwala mu się utrzymać w kolejnych grupkach i spada dalej. Genek i Tomek rozpoczynają nieco wolniej i rozkręcają się. Jadą w grupce nr 3 w której na początku było 6 zawodników w tym jeden 64-letni na góralu. Grupka ta na pierwszych 5 km gubi 3 startujących i przyjmuje do grona 1 „górala”. Przez chwilę gościnnie jedną zmianę daje w grupce Przemo, ale niestety to nie jego dzień, zostaje w tyle, aby dalej z Janem wspólnie podążać do mety. Do półmetka zawiązuje się w grupce nr 3 w miarę zgodna współpraca, ale po nawrotce chwila nieuwagi 2-ki „górali” kosztuje ich odpadnięcie od NASZYCH. Ci natomiast współpracując z kilometra na kilometr powiększają przewagę i dojeżdżają na metę zdobywając 7 i 8 miejsce w klasyfikacji generalnej (wyniki  w tej chwili nieoficjalne). Po kilku minutach na mecie meldują się Przemek z Janem. Pora powiedzieć o ostatnim z naszych, czyli o Stasiu. Startuje na góralu, nie ma łatwo, bo oprócz wiatru walczy z oporami toczenia związanego z szerokimi oponami. Ci na kolarzówkach odjechali, a jego pozostawili do samotnej walki z przeciwnościami. Mało tego w międzyczasie zaczyna padać deszcz. Biednemu wiatr w oczy. Stasiu to twardy zawodnik, nie poddaje się i kończy rywalizację na bardzo dobrym miejscu wśród tych na MTB jest 3-ci.

Pora na podsumowanie. Dobry start, dobre wyniki, dobry humor, dobra zabawa. Dzięki ekipa z „MERX” za szansę pojeżdżenia po ekspresówce. Grochówka, drożdżówka i do auta bo trzeba wracać do Pniew. Jedynie szkoda, że pogoda nie dopisała, bo dla części byłby to powrót na siodełku roweru.

I ostatnie zdanie.

NIGDY NIE PRÓBUJCIE JEŹDZIĆ PO DROGACH EKSPRESOWYCH I AUTOSTRADACH ROWEREM, GDY ODBYWA SIĘ PO NICH RUCH POJAZDÓW – to w najlepszym przypadku grozi mandatem.